Wypakowałem się wreszcie i postanowiłem pozwiedzać okolicę. Podeszła do mnie jakaś nauczycielka.
-Panie Black na lekcje masz tam być przede mną! - wywrzeszczała, a moja siostrunia spoglądała na mnie zza drzewa, wystawiłem jej po kryjomu język. Wbiegłem do szkoły, bo miałem pomysł. Wparowałem jak burza do klasy, wszyscy wystraszeni jak walnąłem drzwiami myślałem, że zawału dostali. Złapałem za scyzoryk w kieszeni, na kolanach podjechałem pod krzesło biurowe nauczycielki i poluzowałem śrubki, jakiś chłopak to chyba ten cały Tokarski rżał ze śmiechu kiedy to rozkręcałem i kiedy Fizyczka miała usiąść na krześle. Ja jak gdyby nigdy nic usiadłem sobie na końcu lekcji, a stałem pod tablicą w celu "wyczyszczenia tablicy"(za pomocą kredy, taa mały karny w rogu zawsze spoko) nauczycielka już usiadła i Łup! Wszyscy śmialiśmy się wniebogłosy.
-JOSH BLACK DO MNIE! - ryknęła
-Coś się stało pani psor? - podszedłem z miną niewiniątka
-Rozkręciłeś fotel.
-To nie ja, ja czyściłem tablicę! - spierałem się
-Tokarski cicho bądź masz chorobliwy śmiech. - jęknęła wreszcie - A ty Black, zacznij wymyślać lepsze dowcipy bo to było słabe widzisz, że nawet ja się nie uśmiałam.
-Skoro to nie było śmieszne to dlaczego Patryk rechocze jak żaba ze śmiechu?
<Patryk?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz